
Dyrektorka Splat!FilmFest poleca 10 filmów, których nie można przegapić!
Wybranie dziesięciu filmów z blisko stu, które znalazły się w tegorocznym programie Splat!FilmFest, to dla mnie wyjątkowo trudne zadanie. W końcu każdy z tych tytułów trafił na festiwal nie bez powodu. Ale gdybym miała przygotować własną listę filmów, na które szczególnie chciałabym zwrócić uwagę widzów, wyglądałaby właśnie tak.
Nie traktujcie jej jak rankingu. To raczej moja osobista mapa po tegorocznym programie. Są na niej filmy piękne, dziwne, brutalne, niepokojące, a także takie, przy których będziecie się znakomicie bawić.
Wszystkie mają jednak coś wspólnego: są dowodem na to, jak fascynujące, odważne i nieprzewidywalne potrafi być współczesne kino gatunkowe.
1. BARRIO TRISTE – reż. Stillz
Jeden z tych filmów, które przypominają mi, dlaczego tak bardzo kocham kino wymykające się wszelkim regułom. Kolumbijskie Medellín lat 80., nastoletnie gangi, przemoc, tajemnicze zjawiska i obraz przypominający brudne nagranie z kasety VHS.
Wszystko to w opowieści, która łączy horror, dokumentalną surowość i poezję. Film wyreżyserował Stillz, a jego producentem wykonawczym jest Harmony Korine, twórca kultowego „Gummo”.
Dla mnie to esencja kina odważnego, bezkompromisowego, które nie próbuje przypodobać się publiczności. I właśnie dlatego warto je zobaczyć.

2. BĄDŹ WOLA MOJA – reż. Julia Kowalski
Uwielbiam horrory, które pod warstwą grozy opowiadają o czymś znacznie głębszym. Tutaj mamy historię młodej dziewczyny dorastającej w dusznym, patriarchalnym świecie, z którego rozpaczliwie próbuje się wyrwać. Są rodzinne tajemnice, tłumione pragnienia, wiejskie zabobony i atmosfera narastającego szaleństwa.
Julia Kowalski stworzyła kino niezwykle zmysłowe, niepokojące i bardzo fizyczne. Mamy kolejny dowód na to, że horror jest doskonałym językiem do opowiadania o kobiecej wolności i buncie.

3. BAGWORM – reż. Oliver Bernsen
Nie będę udawać, że to film dla każdego. Jest obrzydliwy, odpychający, momentami wręcz trudny do zniesienia. A jednocześnie ma w sobie coś dziwnie pięknego i poruszającego. Historia zgorzkniałego, samotnego mężczyzny, którego ciało i psychika zaczynają się rozpadać, zamienia się w groteskową opowieść o nienawiści, frustracji i autodestrukcji. Takie kino uwielbiam pokazywać na Splacie: nieprzyjemne, nieoczywiste, przekraczające granice dobrego smaku, ale mające do powiedzenia znacznie więcej, niż mogłoby się początkowo wydawać.

4. CHILI FINGER – reż. Edd Benda, Stephen Helstad
A teraz coś dla tych, którzy na festiwalu chcą się również porządnie pośmiać. Wszystko zaczyna się od ludzkiego palca znalezionego w misce chili, a potem robi się już tylko bardziej absurdalnie. To inteligentna, kapitalnie napisana czarna komedia, przywodząca na myśl najlepsze filmy braci Coen. Znakomite dialogi, szalone zwroty akcji i rewelacyjni John Goodman oraz Bryan Cranston. Lubię filmy, które potrafią połączyć kompletny absurd z prawdziwymi emocjami. „Chili Finger” jest właśnie takim przypadkiem.

5. GRZESZNICY NIE ZAZNAJĄ SPOKOJU – reż. Kasper Kalle
Jeśli miałabym wskazać film dla widzów szukających horroru, który jednocześnie zachwyca wizualnie i autentycznie przeraża, byłby to jeden z moich pierwszych wyborów. XIX-wieczne Wyspy Owcze, surowe krajobrazy, morskie mgły, zakazane uczucie i mroczne wierzenia.
To niezwykle piękna, hipnotyzująca opowieść, w której romantyzm spotyka się z prawdziwą grozą. Film udowadnia, że kino gatunkowe może być równie wyrafinowane jak najlepszy dramat, a przy tym naprawdę potrafi zmrozić krew w żyłach. Nieprzypadkowo wybraliśmy go na otwarcie festiwalu.

6. ŁYŻKA CZEKOLADY – reż. RZA
Film, w którym czuć miłość do starego, bezczelnego kina exploitation. RZA, lider Wu-Tang Clan, nakręcił brutalną, wściekłą opowieść o rasizmie, przemocy i zemście, a Quentin Tarantino został jej producentem wykonawczym.
Jest tu duch kina lat 70., energia hip-hopu, widowiskowe sceny walk i mnóstwo filmowego szaleństwa. Lubię takie produkcje, bo nie boją się przesady, mają charakter i własny, niepodrabialny styl. To kino, które najlepiej smakuje na dużym ekranie.

7. ÒPI – reż. Marta Giec
Bardzo zależy mi na pokazywaniu polskiego kina gatunkowego, które nie boi się ryzyka i szuka własnego języka. „ÒPI” jest właśnie takim filmem. Kaszuby, lata 90., rodzinne sekrety, religijność i ludowe wierzenia tworzą tu świat jednocześnie znajomy i przerażający.
Szczególnie podoba mi się to, że groza wyrasta z czegoś bardzo bliskiego, niemal domowego. To horror mocno zakorzeniony w polskiej rzeczywistości, a zarazem pełnoprawne, bezkompromisowe kino gatunkowe. Takich filmów zdecydowanie potrzebujemy więcej.

8. ROLA ŻYCIA I ŚMIERCI – reż. Ian Faria
Na Splat!FilmFest uwielbiam też pokazywać filmy, które zamieniają seans w jedną wielką, wspólną zabawę. Ten ma do tego wszelkie predyspozycje. Grupa komików spotyka się w leśnej rezydencji dawnego znajomego, licząc na hollywoodzką karierę. Niestety, w pobliżu grasuje seryjny morderca. Efekt? Krwawa, absurdalna komedia, która łączy humor improwizacyjny z bezlitosnym slasherem. Myślę, że ten seans będzie należał do tych, które najlepiej przeżywa się z pełną salą widzów. Za filmem stoi nowojorska grupa Simple Town, której członkowie wystąpią również na żywo ze swoim programem komediowym.

9. ROMA ELASTICA – reż. Bertrand Mandico
Bertrand Mandico to jeden z tych reżyserów, którym trudno odmówić wizjonerstwa. Jego filmy są ekscentryczne, zmysłowe, groteskowe i absolutnie niepodobne do niczego innego. „Roma Elastica” zabiera nas do surrealistycznego Rzymu, gdzie rzeczywistość miesza się z filmowym snem, a Marion Cotillard wciela się w gasnącą gwiazdę kina.
To prawdziwa wizualna uczta, pełna przepychu, dziwactw, piękna i szaleństwa. Jeśli lubicie kino, które nie tłumaczy się ze swojej wyobraźni i nie uznaje żadnych granic, tego filmu nie możecie przegapić.

10. THE TREK – reż. Meekaaeel Adam
Uwielbiam filmy, które potrafią zaskoczyć samym pomysłem na połączenie gatunków. A południowoafrykański horror-western rozgrywający się w XIX wieku na pustyni Kalahari to coś, czego zdecydowanie nie ogląda się codziennie. Grupa osadników przemierza bezludne tereny, a głód, pragnienie i narastająca paranoja okazują się dopiero początkiem koszmaru.
W tle czają się pradawne siły i mroczna historia kolonializmu. „The Trek” zachwyca zdjęciami, niezwykle gęstą atmosferą i umiejętnością budowania grozy bez tanich chwytów. To jeden z tych filmów, które pokazują, jak wiele nieodkrytych jeszcze możliwości kryje w sobie kino gatunkowe. I jak znakomicie można połączyć artystyczne ambicje z autentycznie przerażającą historią.

To oczywiście tylko niewielki fragment tegorocznego programu. I jestem pewna, że gdybyście poprosili mnie o kolejne dziesięć tytułów, miałabym równie duży problem z wyborem.
Właśnie za to kocham Splat!FilmFest. Za różnorodność, za artystyczną odwagę, za kino, które potrafi jednocześnie przerażać, zachwycać, rozśmieszać i prowokować do myślenia. Za filmy, które nie zawsze są łatwe i przyjemne, ale niemal nigdy nie pozostawiają obojętnym.
Mam nadzieję, że wśród moich wyborów znajdziecie coś dla siebie. A przede wszystkim, że przyjdziecie odkrywać te filmy razem z nami.
Do zobaczenia na Splat!FilmFest od 22 do 31 października w Warszawie w Kinotece oraz na Splat!FilmFest ON TOUR w: Białymstoku, Bydgoszczy, Gdyni, Katowicach, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Szczecinie, Wrocławiu.
Monika Stolat
Dyrektorka artystyczna Splat!FilmFest
Pełny program i bilety: splatfilmfest.com

